Ale, że już czerwiec ? A maj gdzie? Serio. W tamtym roku maj był dla mnie najdłuższym miesiącem, bo ponad połowę spędziłyśmy w szpitalu, a w tym roku minął niewiadomo kiedy.
Cały miesiąc minął mam pod znakiem ogarniania ogrodu. To znaczy głównie Mężu ogarniał ogród, a ja ogarniałam Lusię, która z kolei ogarniała zjadanie trawy i kamieni. Co kto lubi. Jak zaczęliśmy w majówkę, tak skończyliśmy wczoraj. Po 5 latach mieszkania tutaj zmieniła nam się wizja ogrodu. Albo może raczej wprowadzamy w końcu to, co od początku planowaliśmy, ale nie było czasu albo były ważniejsze rzeczy. Zlikwidowalismy kawalek trawnika wzdłuż ogrodzenia i zasadzilismy trochę kwitnących krzaczków, żywopłot i takie tam, przy okazji mamy mniej koszenia 😜
Oprócz akcji ogród były też urodziny Lusi. Włączyła mi się opcja matka-wariatka i jakoś tak się przejełam, że przeżywałam jakby nie wiem co to było. Tort udal się super, był przepyszny i całkiem ładny, a zabawa była rewelacyjna. Mężu wymyślił, żeby zamówić dmuchana zjeżdżalnie i mieć później mniej sprzatania w domu po przejsciu dziecięcej szarańczy przez chalupe i to był strzał w 10. Przychodzili do domu tylko na tankowanie płynów, a i my dorośli skorzystaliśmy i wyjezdzilismy się z wszystkie czasy. Łącznie z Lusia. Także imprezę oceniam na bardzo udaną.
Na koniec maja udało nam się jeszcze spotkać z Młodą (mężową siostrą), z którą nie widzieliśmy się od grudnia, a poprzedni tydzień minął chorobowo. Poniedziałek i wtorek były ok. We wtorek w nocy wstałam do Lusi i przy okazji poszłam zajrzeć do Juniora. A tam gorączka. Dostal syrop, goraczkował przez całą środę. U lekarza okazało się, że ma zawalone gardło, ale poza tym ok. Dostał leki i od czwartku był już jak nowonarodzony, ale siedział w domu. Za to w sobotę pałeczkę przejęła Lusia. Ni stąd ni zowąd dostała gorączki w sobotę wieczorem, później powtórka w nocy, a wczoraj już jak gdyby nigdy nic. U niej podejrzewam jednak zęby, bo wychodzą jej 4 dwójki na raz. Idą, idą i wyjść nie mogą. Już dawno je widać przez dziąsła, ale nie mogą się przebić. Oby już niedługo, bo męczy się dziewczyna. Ale coś chyba krąży w powietrzu, bo kilkoro dzieci znajomych miało podobne przygody z gorączką w tamtym tygodniu.
W maju nastąpiła jeszcze jedna ważna rzecz. Skończyłam urlop macierzyński 😩 od dwóch tygodni jestem już na zaległym wypoczynkowym, zostało jeszcze 8 i do roboty. Buuu. A w następny piątek Junior kończy swoją przygodę z przedszkolem. Czas się zaopatrzyć w chusteczki. Duuuzo chusteczek...
Na dziś to tyle. Trzeba się brać za obiad, bo niedługo mężu wróci. Następnym razem muszę zrobić Lusiowy bilans na roczek, ku pamięci.
Cały miesiąc minął mam pod znakiem ogarniania ogrodu. To znaczy głównie Mężu ogarniał ogród, a ja ogarniałam Lusię, która z kolei ogarniała zjadanie trawy i kamieni. Co kto lubi. Jak zaczęliśmy w majówkę, tak skończyliśmy wczoraj. Po 5 latach mieszkania tutaj zmieniła nam się wizja ogrodu. Albo może raczej wprowadzamy w końcu to, co od początku planowaliśmy, ale nie było czasu albo były ważniejsze rzeczy. Zlikwidowalismy kawalek trawnika wzdłuż ogrodzenia i zasadzilismy trochę kwitnących krzaczków, żywopłot i takie tam, przy okazji mamy mniej koszenia 😜
Oprócz akcji ogród były też urodziny Lusi. Włączyła mi się opcja matka-wariatka i jakoś tak się przejełam, że przeżywałam jakby nie wiem co to było. Tort udal się super, był przepyszny i całkiem ładny, a zabawa była rewelacyjna. Mężu wymyślił, żeby zamówić dmuchana zjeżdżalnie i mieć później mniej sprzatania w domu po przejsciu dziecięcej szarańczy przez chalupe i to był strzał w 10. Przychodzili do domu tylko na tankowanie płynów, a i my dorośli skorzystaliśmy i wyjezdzilismy się z wszystkie czasy. Łącznie z Lusia. Także imprezę oceniam na bardzo udaną.
Na koniec maja udało nam się jeszcze spotkać z Młodą (mężową siostrą), z którą nie widzieliśmy się od grudnia, a poprzedni tydzień minął chorobowo. Poniedziałek i wtorek były ok. We wtorek w nocy wstałam do Lusi i przy okazji poszłam zajrzeć do Juniora. A tam gorączka. Dostal syrop, goraczkował przez całą środę. U lekarza okazało się, że ma zawalone gardło, ale poza tym ok. Dostał leki i od czwartku był już jak nowonarodzony, ale siedział w domu. Za to w sobotę pałeczkę przejęła Lusia. Ni stąd ni zowąd dostała gorączki w sobotę wieczorem, później powtórka w nocy, a wczoraj już jak gdyby nigdy nic. U niej podejrzewam jednak zęby, bo wychodzą jej 4 dwójki na raz. Idą, idą i wyjść nie mogą. Już dawno je widać przez dziąsła, ale nie mogą się przebić. Oby już niedługo, bo męczy się dziewczyna. Ale coś chyba krąży w powietrzu, bo kilkoro dzieci znajomych miało podobne przygody z gorączką w tamtym tygodniu.
W maju nastąpiła jeszcze jedna ważna rzecz. Skończyłam urlop macierzyński 😩 od dwóch tygodni jestem już na zaległym wypoczynkowym, zostało jeszcze 8 i do roboty. Buuu. A w następny piątek Junior kończy swoją przygodę z przedszkolem. Czas się zaopatrzyć w chusteczki. Duuuzo chusteczek...
Na dziś to tyle. Trzeba się brać za obiad, bo niedługo mężu wróci. Następnym razem muszę zrobić Lusiowy bilans na roczek, ku pamięci.
Maj.. Maj to był ten czas kiedy wiało i lało i w ogóle było paskudnie.. Mogłaś pomylić z piździernikiem i przegapić, ale to nic straconego..
OdpowiedzUsuńKoniec macierzyńskiego - wzdrygają mnie te słowa.. Korzystaj z urlopu jak długo możesz i nie myśl jeszcze o powrocie.
Czekamy na zestawienie Lusiowych umiejętności ;)
A wies , że możliwe? 😜
UsuńJa dostaję drgawek na samą myśl o powrocie, choć w sumie chce mi się już do ludzi.
Cieszę się że maj tak miło wam upłyną. Tylko to choróbsko niepotrzebne.
OdpowiedzUsuńWiesz że u nas też? Młoda w piątek zaczęła gorączkować i cały weekend się męczyła z 39 stopni. W niedzielę nawet rozważaliśmy jazdę na sor bo doszło do 40 stopni + niesamowity ból gardła, ale po ibumie gorączka wystąpiła na dłużej i w poniedziałek już nie przekroczyła 38 st, za to przeszło na syna.
A jaka to praca jeśli można spytać? Może jakiś urlop wychowawczy?
A co planujecie z Lusią? Żłobek?
*ustąpiła na dłużej
UsuńNo niepotrzebne, masz rację.
UsuńPracuję w HR w firmie produkcyjnej. Teoretycznie urlop wychowawczy byłby możliwy, ale nie wiadomo czy później miałabym do czego wracać. Poza tym ciągnie mnie już do ludzi, tylko Lusi mi szkoda, ale taka kolej rzeczy. Młoda na razie będzie z niania, a od wiosny idzie do żłobka
Rozumiem.
UsuńTakie maleństwo. Ja bym się nie odważyła na nianię czy żłobek dla takiego maluszka. Ale ja to ja. Przewrażliwiona histeryczka:P
Wybraliście już nianię? Trochę pewnie będzie kosztować? Ehh... życie. Nie można mieć wszystkiego.
I niania, i żłobek zaufane. Junior poszedł jak mial 2,5 roku i bardzo sobie chwalimy. Lusia będzie miała 2 jak zacznie. W tym kraju nie ma nic za darmo, a i tak wyjdzie mniej niż gdybym była na bezpłatnym wychowawczym. Raz już wracalam do pracy w takim samym momencie i choć jest ciężko to wiem, że się da. Takie życie.
UsuńTrzymam kciuki ;)
UsuńTo super, ze impreza sie udala!
OdpowiedzUsuńCos krazy w powietrzu nawet tutaj. A to jakies jelitowki, a to goraczki, gardla, itd. Ale tu to pewnie wina zimnej, mokrej wiosny. Slysze, ze w Polsce upaly? A u nas, po 2 w miare znosnych tygodniach, deszcz. Za to w czwartek mamy miec zawrotne... 16 stopni! :O
To ja z niecierpliwością czekam na bilans... też planuje takowy, aczkolwiek 2 miechy mi zostały do roczku.
OdpowiedzUsuńMatko kochana, jak ja lubię wszelkie prace ogrodnicze i trafia mnie, że nie mam na nie tyle czasu ile bym chciała. W każdym razie opracowalam sobie poszerzenie jednej wysepki, zmianę kilku krzaków, posadzenia nowych, wydalenie innych i takie tam. Ale to pewnie z końcem lata bo od poniedziałku robimy wielką rozpierduchę z tarasem i podjazdem.
Uchhh, przebieram nóżkami z niecierpliwością 😁
My z tym ogrodem dopiero raczkujemy, więc duzo nauki metoda prob i błędów przed nami. Bilans będzie niebawem, obiecuję ��
Usuń