Jak w tytule - jutro wielki dzień. Ten tydzień minął tak szybko, że nawet nie zdążyłam go zauważyć, choć działo się bardzo dużo. Głównie przygotowania do wyjazdu Juniora, który od wczoraj moczy dupke w morzu, a Lusia chodzi i go szuka po całym domu. Ostatnio Junior zaprzyjaźnił się z naszą sąsiadką i z dziećmi mojej przyjaciółki, wiec trzeba było zaliczyć spotkania z nimi. Syn mojej przyjaciółki ma 11 lat, Junior 6. Mimo tak dużej różnicy wieku dogadują się jakby byli rówieśnikami i fajnie się razem bawią w trójkę, bo jest jeszcze siostra tego starszego. Ostatnio przygarnęli do zabawy Lusię, a my miałyśmy czas, żeby spokojnie pogadać. Nasza sąsiadka też jest coraz częstszym gościem u nas w domu. Fajnie, bo to bardzo grzeczna dziewczynka i dobrze się z Juniorem bawią, u niej lalkami, a u nas ciężarówkami 😜. Takze dogadują się. No i Junior przed wyjazdem musiał obskoczyć cała gromadę dzieci, bo przecież nie będą się tak długo widzieć . Całe 2 tygodnie. Oprócz tego były zakupy, pranie prasowanie, pakowanie, badania i ogarnianie całej reszty.
W piątek byłam na badaniach okresowych i powiem wam, że to jest jedna wielka sztuka. Ponieważ noszę soczewki kontaktowe musiałam iść też do okulisty w ramach badań. Badanie trwało może 3 minuty (komputerowe), a na koniec dostałam karteczkę z zupełnie inną wadą niż mam w rzeczywistości. Akurat jestem na bieżąco, bo tydzień temu bylam u swojego okulisty, więc wiem co i jak. Przynajmniej wiem jakiego lekarza w naszej okolicy omijać szerokim łukiem 😜
Wczoraj ogarnęliśmy dom i pojechaliśmy na lody, a później na rowery. Dziś ukrywamy się w domu, bo upał niemiłosierny, i przypominamy sobie jak to było mieć tylko jedno dziecko 😂
No i nastawiam się psychicznie na jutro. Na razie nie jest źle, ale podejrzewam, że w nocy nie będę spać. Ale damy radę, nie mamy innego wyjścia . Trzymajcie za nas kciuki. Dam znać jak było.
W piątek byłam na badaniach okresowych i powiem wam, że to jest jedna wielka sztuka. Ponieważ noszę soczewki kontaktowe musiałam iść też do okulisty w ramach badań. Badanie trwało może 3 minuty (komputerowe), a na koniec dostałam karteczkę z zupełnie inną wadą niż mam w rzeczywistości. Akurat jestem na bieżąco, bo tydzień temu bylam u swojego okulisty, więc wiem co i jak. Przynajmniej wiem jakiego lekarza w naszej okolicy omijać szerokim łukiem 😜
Wczoraj ogarnęliśmy dom i pojechaliśmy na lody, a później na rowery. Dziś ukrywamy się w domu, bo upał niemiłosierny, i przypominamy sobie jak to było mieć tylko jedno dziecko 😂
No i nastawiam się psychicznie na jutro. Na razie nie jest źle, ale podejrzewam, że w nocy nie będę spać. Ale damy radę, nie mamy innego wyjścia . Trzymajcie za nas kciuki. Dam znać jak było.
Padania okresowe to dla mnie jakaś pomyłka...
OdpowiedzUsuńBadania*
OdpowiedzUsuńTego nawet nie mozna nazwać badaniami
UsuńSuper!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki!
Powodzenia!
Nie dziękuję
UsuńI jak?
UsuńJest dobrze, a nawet bardzo dobrze ��
UsuńBędzie dobrze :)
OdpowiedzUsuńJak jeszcze pracowałam to badania okresowe polegały na pytaniu, czy jestem zdrowa. Tyle.
Musi być ��
OdpowiedzUsuńTu chociaż udaja, że badają. Kiedyś byłam u takiego lekarza, który nawet nie podniósł głowy znad kartki i od razu wypisal zaświadczenie.
Mam nadzieje, ze pierwsze dni przelecialy szybko i bez potkniec! I ze Mloda za bardzo nie tesknila! :*
OdpowiedzUsuńPrzelecialy bardzo szybko, Lusia dzielna, mama też, choć dziś lezka w oku mi się zakrecila jak wsiadlam do auta
Usuń