Za tydzień o tej porze będę już siedzieć przy biurku. Masakra. Myślałam, ze za drugim razem jest łatwiej. Nie jest. Mężu zawsze pyta czym ja się denerwuję, jak przecież krzywda się dziecku nie będzie działa. No nie, ale jak przez cały ten czas, najpierw 9 miesięcy ciąży, a później ponad rok cały czas byłyśmy razem 24 godziny na dobę, to ciężko będzie tego małego pierdka zostawić z kimś innym na 8 godzin. No ale nie ma wyjścia. Damy radę.
Tak czy siak przed nami intensywny tydzień. Dziś po poludniu mam wizytę u gina. Na jutro umówiłam się z moją ciężarna przyjaciółką na spacer, przy okazji muszę jej podrzucić kilka rzeczy, które przydadzą jej się przy porodzie, a u mnie tylko niepotrzebnie zajmują miejsce. W środę muszę zrobić duże pranie, w czwartek prasowanie, booo w piątek po południu Junior wyjeżdża z dziadkami nad morze. Też w piątek rano mam badania kontrolne w medycynie pracy, a po powrocie trzeba będzie pakować Juniora i odstawić go do dziadków. W sobotę naciągam męża na obiad i lody "na mieście", a w niedzielę będę się nastawiać psychicznie na wielki dzień. W międzyczasie pewnie pojawi się milion innych spraw do ogarnięcia. I tydzień minie mi zdecydowanie za szybko.
Wczoraj byliśmy na spacerze i przechodzilismy między innymi koło szkoły Juniora (boże, jak to brzmi...). Na tablicy ogłoszeń wisi już lista z wyprawką do zerówki, więc trzeba będzie to załatwić koło połowy sierpnia, żeby później nie biegać z wywieszonym językiem. Junior idzie do szkoły, szok 😜
Obiecałam jeszcze dwóm osobom, że spotkamy się w tym tygodniu zanim wrócę do pracy, ale nie do końca wiem kiedy chcę to zrobić 😂
Z Lusi zrobiła się ostatnio taka przekupa, że sprzedalaby nas wszystkich. Gada, wyglupia się, walczy z Juniorem o każdą rzecz, którą brat chce jej zabrać, nie da sobie dziewczyna w kaszę dmuchac
😜 W czwartek przebil jej się zab numer 8, ale dalej daje jej popalić w nocy, a ona nam. Przez 3 ostatnie noce prawie nie spalam i dziś chodzę już na rzęsach, także jest ciekawie.
Dziś było bez ładu i składu (to przez brak snu) , ale odezwę się niebawem. Idę się ogarnąć i jedziemy na spacer i na zakupy.
Tak czy siak przed nami intensywny tydzień. Dziś po poludniu mam wizytę u gina. Na jutro umówiłam się z moją ciężarna przyjaciółką na spacer, przy okazji muszę jej podrzucić kilka rzeczy, które przydadzą jej się przy porodzie, a u mnie tylko niepotrzebnie zajmują miejsce. W środę muszę zrobić duże pranie, w czwartek prasowanie, booo w piątek po południu Junior wyjeżdża z dziadkami nad morze. Też w piątek rano mam badania kontrolne w medycynie pracy, a po powrocie trzeba będzie pakować Juniora i odstawić go do dziadków. W sobotę naciągam męża na obiad i lody "na mieście", a w niedzielę będę się nastawiać psychicznie na wielki dzień. W międzyczasie pewnie pojawi się milion innych spraw do ogarnięcia. I tydzień minie mi zdecydowanie za szybko.
Wczoraj byliśmy na spacerze i przechodzilismy między innymi koło szkoły Juniora (boże, jak to brzmi...). Na tablicy ogłoszeń wisi już lista z wyprawką do zerówki, więc trzeba będzie to załatwić koło połowy sierpnia, żeby później nie biegać z wywieszonym językiem. Junior idzie do szkoły, szok 😜
Obiecałam jeszcze dwóm osobom, że spotkamy się w tym tygodniu zanim wrócę do pracy, ale nie do końca wiem kiedy chcę to zrobić 😂
Z Lusi zrobiła się ostatnio taka przekupa, że sprzedalaby nas wszystkich. Gada, wyglupia się, walczy z Juniorem o każdą rzecz, którą brat chce jej zabrać, nie da sobie dziewczyna w kaszę dmuchac
😜 W czwartek przebil jej się zab numer 8, ale dalej daje jej popalić w nocy, a ona nam. Przez 3 ostatnie noce prawie nie spalam i dziś chodzę już na rzęsach, także jest ciekawie.
Dziś było bez ładu i składu (to przez brak snu) , ale odezwę się niebawem. Idę się ogarnąć i jedziemy na spacer i na zakupy.
Rozumiem Twój stres. Dobrze że nie musiałam być w takiej sytuacji. Wykitowałabym. Choć nie powiem. Spędzanie z dziećmi 24h na dobę też potrafi dać dobrze po dupie, aż się macierzyństwa nie raz odechciewa, ale gdy się ma okazję do wyjścia bez dzieci - jednak ciężko skorzystać :P
OdpowiedzUsuńAle ten czas leci! Maciusia odroczyliśmy, może jeszcze się czegoś w zwrócę nauczy. Fajnie było by gdyby zrobił kolejne postępy i później trafił do szkoły integracyjnej a nie specjalnej. Choć wszystko ma swoje plusy i minusy. Mamy rok do zastanowienia co dalej.
Ach to ząbkowanie. My mieliśmy przez ostatni tydzień Armagedon bo Maciusiowi się ruszał ząb i aż gorączki dostał. W końcu mu wypadł i spokój.
No czas leci nieubłaganie, a ten tydzień minute w okamgnieniu.
UsuńZąbkowanie to ciężki temat. Juniorowi zęby rosły w sumie bezobjawowo, a Lusia męczy się przy każdym ząbku. Jej zęby rosną, a Juniorowi niektóre zaczną wypadać 😜
A więc miłego kompletowania wyprawki do zerówki dla Juniora & trzymam już powoli kciuki za jego pierwszy wyjątkowo ważny dzień we wrześniu ;)
OdpowiedzUsuńDzięki. Junior przeżywa zerówkę już od dawna, widać na pewno będzie to jego wielki dzień 😉
UsuńPowrót do pracy to zawsze stres, nie ważne czy to 2 czy 10 raz
OdpowiedzUsuńMasz rację 😉
UsuńTy mi powiedz kiedy to zleciało? I dlaczego tak szybko? Dzieci stanowczo za szybko rosną..
OdpowiedzUsuńSama chciałabym wiedzieć...
OdpowiedzUsuńO matko, to juz?! Ale jaja, pamietam jeszcze posty z okresu ciazy! :D
OdpowiedzUsuńZabkowanie rzadzi. Lusi przebil sie kolejny zab, a u nas Nik oznajmil ze rusza mu sie jedna z gornych jedynek. ;)
No niestety już. Zdecydowanie za szybko to minęł .
UsuńZąbkowanie u Lusi to jakaś masakra. Junior miał dużo łatwiej. Teraz czekam, kiedy u niego coś zacznie się ruszać