Przejdź do głównej zawartości

O Lusi

Tyyyyle czasu zabierałam się za ten wpis, że aż wstyd. Mam nadzieję, że w końcu się uda. Co prawda miało być o Lusi dwunasto-, a nie czternastomiesięcznej, ale tak będzie łatwiej mi ją opisać. No to lecimy.

10 kg, ubranka w rozmiarze 80, liczba zębów 7, to tak w kwestiach technicznych 😜
Jaka jest ta moja Lusesita? Wulkan energii i tornado w jednym. Nie ma takiej rzeczy, która mogłaby ta dziewczynę zmęczyć, serio. Jest to najbardziej wesołe i roześmiane dziecko, jakie znam. Zaczepia ludzi w sklepie i na ulicy, jak widzi dzieci to mało nie wyskoczy ze skóry, bo tak się do nich rwie.

Odkąd 6.06 zaczęła pewnie chodzić na dwóch nogach ciężko za nią nadążyć. Czasem jest tak, że nóżki nie nadążają za głową i komicznie to wygląda. I biega coraz szybciej. We wtorek nauczyla ale wchodzić po schodach, więc teraz już w ogóle nie można jej spuścić z oczu.
Uwielbia się bawić w ogrodzie (który teraz bardziej przypomina step w Mongolii biorąc pod uwagę wygląd naszej trawy). Po podwórku biega boso. Nieważne czy po resztkach trawy, po kamieniach czy kłującej kostce przed domem. Kto by tam chodził w butach. Kiedy jesteśmy w domu, muszę zamykać drzwi na taras, bo ta mała Wichura tylko czeka na choćby minimalną szczelinę w drzwiach, żeby prysnąć na taras. I biega. Biega, biega i biega. Problem w tym, że przy zejściu z tarasu są dwa stopnie. Kiedyś uciekła mi tak w pizamie, kiedy robiłam jej kaszę i złapałam ja dosłownie na krawędzi.

Uwielbia tańczyć i się wygłupiać. Im większe wariactwo tym lepiej. Zwłaszcza z Juniorem, który jest jej największym idolem. Jest w niego zapatrzona jak w obrazek, małpuje wszystko co Junior robi i generalnie wielbi go na każdym kroku. Oczywiście czasem też się szarpią, bo Lusia chce się z nim bawić, a zazwyczaj wygląda to tak, że zabiera mu zabawki, którymi on się akurat bawi. I nie daje sobie ich odebrać tak łatwo 😁 wizualnie są do siebie bardzo podobni, ale charaktery mają zupełnie inne 😜 jak dwa żywioły ogień i woda.

Lusia coraz częściej śpi tylko raz dziennie i chyba tak już zostanie. W sumie Junior też mniej więcej w tym wieku przestawił się na jedną porządną drzemkę w ciągu dnia.
Coraz więcej mówi w naszym języku. Mówi mama, tata, baba, dada, nie nie nie i oczywiście AM. Ostatnio wychodziły jej dwójki i z jedzeniem było kiepsko, ale generalnie Lusia uwielbia jeść i słowo AM pada zaraz po tym jak otworzy oczka.
No i jest naszym kochanym przytulaskiem. Robi to tak słodko, że człowiek od razu się rozpływa.

Patrzę na nią każdego dnia i nie mogę się nadziwić, że tak szybko rośnie. Czas mógłby trochę zwolnić.

Komentarze

  1. Oj tak.. Czas zapiernicza niemiłosiernie.. Nasza jeszcze maleńka i czekamy aż usiądzie, aż zacznie chodzić, a potem to już jej nie dogonie.. Tak jak Lusia ciągnie do dzieci. Budzi się na spacerze jak słyszy dzieci, ostatnio mi chciała z chusty wyskoczyć jak przechodziłyśmy obok przedszkola, gdzie dzieci bawiły się na placu zabaw 🙈 a to dopiero 3 miesiąc jej leci..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani się nie obejrzysz i bedziecie na tym samym etapie co my

      Usuń
  2. Oh... Niech ktoś wyłączy zegar! Mój lada moment skończy 8 miesięcy i nie wiem kiedy to zleciało. I mamy pierwszego guza... Zrobił trzy kroczki przy meblach i było ogromne "bam" a matka ma zawał... Zaraz wyjdzie mi z domu a ja się zapłaczę :P :D

    Lusia wydaje się burzą :D zdrówka dla niej na czternaście miesięcy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No te pierwsze guzy bolą najbardziej, później już jakoś leci ��
      Oj ta , Lusia to burza i tornado w jednym ��

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...