Kiedyś już wam wspominałam, że moje najlepsze wspomnienia ze szkoły są z 8 klasy. Później też było spoko, ale nie mialo to nic wspólnego ze szkołą. W każdym razie rok szkolny 1999/2000 był wyjątkowy (nie tylko dlatego, że pierwszy raz naprawdę się zakochałam 😜) . Już wam tłumaczę dlaczego...
Na pewno już kiedyś pisałam, że przez 7 lat szkoły nasza klasa była zbieraniną przypadkowych osób. Wszystko się zmieniło po jednej informacji - nasza dotychczasowa wychowawczyni przeszła na emeryturę, a naszym nowym wychowawcą został Pan Kaziu, mega surowy nauczyciel fizyki - postrach całej szkoły. Był to dla nas taki szok, że zaczęliśmy się spotykać pod koniec wakacji mniejszymi i większymi grupami, żeby płakać nad naszym losem. Początek roku był straszny. Pan Kaziu był załamany i wściekły, a my byliśmy załamani i przerażeni. Zostaliśmy sobie przeznaczeni, bo to był nasz ostatni rok szkoły i ostatni rok przed emeryturą Pana Kazia. Było ciężko. Rodzice wracali z wywiadówek niemniej przerażeni od nas. Pewnego dnia zauważyliśmy, że dzieje się coś dziwnego. Cała klasa ze strachu zaczęła trzymać się razem w myśl zasady jeden za wszystkich itd... Mijały tygodnie i powoli zaczęliśmy się docierać z Panem Kaziem. Z tygodnia na tydzień było coraz fajniej,az doszło do tego, że pan Kaziu murem stał za nami w każdej sytuacji, a my go ubóstwialiśmy. I wtedy nadeszły wakacje. Na zakończeniu roku płakaliśmy wszyscy.
Każdy poszedł w swoją stronę, ale Pan Kaziu nadal w jakiś sposób był obecny w naszym życiu. Mieszkamy w niewielkim mieście, więc często go spotykaliśmy. Pan Kaziu wiedział wszystko - kto co robi, gdzie mieszka, gdzie pracuje, znał nasze nowe nazwiska, imiona naszych dzieci... Nie wiem jakim cudem to wszystko pamiętał, ale tak było i każdy z nas widząc go z daleka miał na twarzy szeroki uśmiech, bo było wiadomo, że nie miniemy się obojętnie i zamienimy choćby kilka słów.
26.06.2019 Pan Kaziu zmarł po długiej chorobie. Rak. Informacje o pogrzebie rozeszły się błyskawicznie. Zaczęliśmy wszyscy do siebie pisać i dzwonić, żeby jakoś się zorganizować w ten dzień, zebrać kasę na wieniec itd. Na pogrzebie było mnóstwo ludzi i większość naszej klasy. Po 19 latach słabego kontaktu znów staliśmy ramię w ramię przed Panem Kaziem, ten ostatni raz. I wiecie co? Znowu stał się cud. Mimo, że odszedł potrafił zebrać nas wszystkich razem do kupy. Tak jak kiedyś.
Panie Kaziu, dziękujemy Panu za wszystko, co Pan dla nas zrobił. Był Pan najlepszym nauczycielem jakiego spotkaliśmy na naszej drodze. Dziękujemy i do zobaczenia po drugiej stronie.
Pisalas juz kiedys o panu Kaziu. :) Mialas szczescie, ze Twoja klasa trafila akurat na takiego nauczyciela. Wiekszosc pedagogow, mam wrazenie, ze trafia do szkoly z przypadku.
OdpowiedzUsuńSzkoda straszna, ze rak i jego dopadl, ale niesamowite, ze wszyscy stawiliscie sie na pogrzeb. Musial byc niesamowitym czlowiekiem. :*
Wiedziałam, że już o nim pisalam, ale nie mogłam znaleźć tego wpisu ��
UsuńNo powiem Ci, że sama byłam zaskoczona.
Niech Pan Kaziu spoczywa w pokoju.
OdpowiedzUsuńAż łezka wzruszenia się w oku kręci.
Przytulam.
A kuku! Z tej strony nowa czytelniczka bloga. Wiem co to jest wspaniały nauczyciel. W technikum ekonomicznym miałam wychowawczynię, której tak się życie ułożyło, że nie wyszła za mąż & nie mając dzieci naszą klasę traktowała jak swoje własne dzieci. Doradzała, pomagała oraz żyła w pełni problemami naszej klasy. Czasem jej się nawet łezka w oku zakręciła. Dziś po latach jak spotyka kogoś na ulicy to zawsze stanie & kilka słów z byłym uczniem zamieni. Myślę, że jeszcze istnieją prawdziwi nauczyciele z powołania. A Pan Kaziu teraz będąc na drugim świecie jest szczęśliwy bo już nic go nie boli, już nie cierpi & już się nie męczy ;)
OdpowiedzUsuńTacy nauczyciele to prawdziwy skarb. Mam nadziej , że moje dzieci też spotkają kogoś takiego na swojej drodze.
UsuńPrzy okazji witam na moim blogu i mam nadzieję, że zostaniesz na długo 😉
Dobrze że pamiętasz to jest ważne...
OdpowiedzUsuńMasz rację
Usuń