Przejdź do głównej zawartości

Nadchodzi wyższy stopień wtajemniczenia

Wygląda na to, że wskoczyłam już na dawno utarte tory. Rano odwożenie dzieci, później do pracy, po południu Mężu dzieci odbiera, ja do domu, szybki obiad, dzieci, ogarnianie tego co jest do ogarnięcia, chwila oddechu i spać. A rano od nowa. Teraz jest jeszcze luz, bo dzieci u dziadków, ale od września i niania i szkoła, więc wskakujemy na wyższy poziom funkcjonowania. Idzie nowe.
W pracy jest fajnie. Odpoczywam psychicznie, mózg inaczej pracuje po przełączeniu z trybu domowo-dzieciowego i paradoksalnie ogarniam więcej, niż jak byłam w domu. Na przykład taki dentysta. Jak byłam w domu nie miałam czasu na takie „przyziemne” sprawy, a teraz i na to znalazł się czas. W firmie ogarniam burdel po mojej poprzedniczce, o której już kiedyś Wam opowiadałam. Masakra, powiem Wam, że nie mam pojęcia jak można pracować i w ogóle funkcjonować w takim bajzlu. Jeden dzień ogarniałam blat biurka, kolejny szuflady, w których było tyle niepotrzebnych rzeczy, że wszystko już się wysypywało. Nie dziwię się, że wszystko gubiła, bo jak tu cokolwiek znaleźć w takim syfie. Mam kilkucentymetrową stertę papierów do zniszczenia. A przede mną jeszcze przegląd i porządkowanie tego, co jest na komputerze. Zabierałam się za to już kilka razy, ale ciągle nie wiem z której strony ugryźć temat. Najważniejsze, że jej już nie ma i wygląda na to, że wszyscy odetchnęli z ulgą. Moje dziewczyny mówią, że od razu poprawiła się atmosfera. Oby tak dalej.
Junior zaczyna przeżywać szkołę, choć coraz bardziej pozytywnie. Jeszcze do niedawna panikował i robił wielkie przestraszone oczy na każde wspomnienie o szkole, ale widać po nim, że jest coraz bardziej zaciekawiony tematem. Wczoraj odebraliśmy książki do zerówki, oczywiście w domu już je wszystkie obejrzał i stwierdził, że chyba jednak będzie fajnie i w sumie to już by poszedł do tej szkoły. Tak trzymaj Synu. W klasie będzie ze swoimi ulubionymi kumplami z przedszkola, więc będą sobie wzajemnie dodawać otuchy, a i my będziemy spokojniejsi, że mają kogoś swojego z kim mogą się trzymać. Kilka dni i poznają nowe osoby. Trochę głupio jest tylko zorganizowane samo rozpoczęcie. Myślałam, że może będzie jakieś spotkanie organizacyjne przed rozpoczęciem roku szkolnego, żebyśmy jako rodzice wiedzieli co i jak, ale w Pani w sekretariacie powiedziała mi, że wszystkiego dowiemy się na rozpoczęciu roku. Trochę słabo, ale cóż, nic nie poradzimy. Pamiętam, że jak ja szłam do szkoły (bardzo dawno temu :P) to był taki weekend zapoznawczy, gdzie mogliśmy poznać swoją Panią, zobaczyć klasę itp., ale najbardziej zapamiętałam to, że były przejażdżki na białym koniu po boisku szkolnym 😊 W tym tygodniu musimy jechać na zakupy po wyprawkę. Część rzeczy już mamy, ale musimy kupić jeszcze rzeczy typu bloki, wycinanki, plastelina itd. Zawsze lubiłam takie zakupy i zapach nowych przyborów, mimo tego, że nad głową wisiała już wizja powrotu do szkoły.
Lusia jak to Lusia. Dziecko wiecznie zadowolone. W ogóle nie obeszło jej to, że wróciłam do pracy. I dobrze, przynajmniej nie muszę się o nią martwić. Rano robi papa jak gdybym zawsze wychodziła rano w domu i wita mnie w drzwiach z miną mówiącą „Ooo, już wróciłaś?”. Gada kobita jak nakręcona, póki co w swoim języku i jest taka pocieszna. Mały słodziak. Ciekawe jak odnajdzie się u niani. Póki co miały kilka razy ze sobą kontakt, ale chcemy jeszcze kilka razy zostawić ją u niej na godzinkę, żeby zaczęła się przyzwyczajać. Mam nadzieję, że też pójdzie gładko. Niania przed przejściem na emeryturę była opiekunką w żłobku, więc na pewno ma sposoby jak zagadać takiego malucha, ale zawsze jest jakaś niepewność.
W niedzielę mieliśmy już 7. rocznicę ślubu. Kiedy to zleciało? Nie mam pojęcia. Siostra Męża stwierdziła, że wydaje jej się, jakby to było wczoraj. Nam też. Świętowaliśmy międzynarodowo, ale o tym będzie następnym razem. Tymczasem uciekam, bo dom wzywa.

Komentarze

  1. Spokojnie Kochana, zerowka to taka "probna" szkola. ;) Nawet szkolna. Ciagle jeszcze bedzie wiecej zabawy niz nauki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, wiem �� ale mimo wszystko to już jednak coś innego i nowego

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...