Przejdź do głównej zawartości

Moja insulinooporność - wieści z placu boju #1

Z cyklu "moja walka z IO".
Ostatnio skończyłam na tym, że wprowadzam duże zmiany w diecie, dodaję więcej aktywności fizycznej i zaczynam brać suplement wspomagający regulację poziomu insuliny. No i ruszyłam do boju. 

Dietkę mam rewelacyjną, w zasadzie nie nazwałabym jej dietą, bo dania są pyszne i ogólnie jem więcej niż wcześniej, ale w zupełnie innych proporcjach i z zupełnie innych składników. Po kolejnych 3 tygodniach walki waga nadal nie drgnęła, więc razem z Panią Dietetyk ustaliłyśmy, że pora na diabetologa. Bardzo miły Pan Doktor wypytał co i jak i zalecił lek w dość wysokiej dawce, żeby jakoś opanować moją szalejącą insulinę, która zjada cały cukier z tego co zjem i wypluwa go w postaci tłuszczu. Kupiłam leki i przez kilka pierwszych dni zdychałam. Ale ostrzegano mnie, że tak będzie. Zawroty głowy i ogólnie pojęte zamulenie od rana do wieczora. Masakra, prawie jak na początku ciąży. Biorę leki już miesiąc i póki co udało mi się zrzucić 1kg. 1...kg... JEDEN. Ale przy IO każdy kg jest na wagę złota, więc dobre i to. Za każdym razem kiedy staję na wagę boję się tego, co zobaczę, bo przez długi czas to była sinusoida - to co zgubiłam jednego dnia następnego wracało i znów byłam w punkcie wyjścia. Teraz póki co ten pierwszy kg, zniknął na dłużej, oby już na zawsze i walczymy o kolejne. Mam bardzo mocno ograniczone węglowodany i powiem Wam, że czuć różnicę. Przez większość czasu na śniadanie jem owsiankę z jogurtem i owocami. Kilka dni temu zjadłam kanapki, bo po pierwsze jakoś tak miałam na nie ochotę, a po drugie nie miałam jogurtu :P Po godzinie od śniadania miałam taki spadek energii, że ledwo stałam na nogach, a w głowie kręciło mi się jak po dobrej imprezie. Po owsiance nigdy tak nie mam. I jest dokładnie tak jak tłumaczył mi lekarz, że po posiłku węglowodanowym moja nadprodukcja insuliny powoduje spadek cukru poniżej zwykłej wartości, stąd takie jazdy. Jak to człowiek uczy się na własnych błędach. Nigdy szczególnie nie interesowałam się zdrowym żywieniem, ale powiem Wam, że im bardziej zagłębiam się w temat, tym bardziej mnie to wciąga. I odkrywam, że z prostych składników można wyczarować cuda.
Do zrzucenia mam jeszcze 10 kg. Dużo i niedużo, ale czuję, że potrwa to dłuuugo.

Komentarze

  1. Strasznie współczuję Ci tej insulinooporności. Pamiętam jak sama się katowałam żeby schudnąć a waga nic albo właśnie 1 kg na miesiąc zleciał. Jednak po 6 miesiącach codziennych ćwiczeń i jedzenia liści poddałam się. Byłam wycieńczona.
    U mnie to zaburzenia hormonalne. Hashimoto. Endometrioza.

    A jakie objawy IO miałaś oprócz tycia? Bo tak się czasami zastanawiam czy też nie mam początku IO. U mnie z odchudzaniem jest bardzo ciężko. Dosłownie muszę post Dąbrowskiej stosować i ostro ćwiczyć żeby zgubić 1 kg tygodniowo. A to nie jest na dłuższą metę zdrowo :/
    Wiem że mam podwyższoną glukozę. Możesz mi powiedzieć jaki miałaś wynik glukozy na czczo?

    Jakie badanie wykazało IO? Krzywa cukrowa?

    Życzę wytrwałości i siły i żeby Ci się udało.
    Zdrowie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to była długa historia. Najpierw próbowałam schudnąć na własną rękę, a gdy to nie przynosiło efektu, poszłam do dietetyczki. Ogólne wyniki morfologii miałam w normie, TSH idealne, wiec kiedy dieta nie działała zaczęłyśmy szukać głębiej. W sumie to nawet nie było tak, że ja tyłam, po prostu nijak nie mogłam schudnąć, a waga była na tym samym poziomie. Objawy miałam książkowe- właśnie ten problem ze schudnięciem, tłuszcz odkłada mi się głównie na brzuchu, bardzo sucha skóra, ciągłe zmęczenie i rozdrażnienie, ciągle było mi zimno. W sumie to są takie objawy, które można przypisać do wszystkiego, dlatego tak łatwo je przeoczyć.

      Najpierw robiłam glukozę i insulinę na czczo (wynik 93,5 i 15,6). Z tego oblicza się wspólczynnik HOMA-iR, który wskazuje na potencjalną IO. Współczynnik powinien być w granicach 2- 2,5. U mnie wyszedł 3,6. Później krzywa cukrowa i insulinowa. Co ciekawe u mnie cukier po wypiciu glukozy spada poniżej 90, czyli poniżej normy, a powinien być w okolicach 120. Diabetolog tłumaczył mi to tak, że mój organizm wytwarza za dużo insuliny (w moim wieku na czczo powinna być na poziomie ok 8, u mnie jest dwa razy tyle) i dlatego zaraz po jedzeniu, zwłaszcza węglowodanów, insulina zjada cały cukier i wypluwa go w postaci tłuszczu, dlatego dostałam leki na opanowanie insuliny. Zostało mi jeszcze 26 tabletek i będę powtarzać wynik glukozy i insuliny na czczo. W zależności od wyniku lekarz będzie decydować co dalej

      Usuń
    2. No właśnie: "tłuszcz odkłada mi się głównie na brzuchu, bardzo sucha skóra, ciągłe zmęczenie i rozdrażnienie, ciągle było mi zimno" - to można np podejrzewać niedoczynność tarczycy. Ja mam to samo i pierwsze co robiłam to właśnie TSH i nie wyszła typowa niedoczynność, ale Hashimoto :/

      Faktycznie ciekawe z tym cukrem u Ciebie.
      Patrz, gdybyś nie drążyła to po samym wyniku glukozy (93 to chyba jeszcze norma jak się nie mylę?), to dalej byś nie wiedziała.

      Kurcze, musze tą insulinę zbadać i ten współczynnik, bo aż ciekawa hestem jak to u mnie. Mam te same objawy co Ty.

      Pisz koniecznie relacje z kolejnych badań.
      Trzymam mocno kciuki, żeby leki pomogły.

      Usuń
    3. Dobrze, że trafiłam na dietetyczkę, której chciało się drążyć temat, bo gdyby nie to pewnie do dziś nie wiedziałabym w czym tkwi problem. Kiedyś czytałam na temat IO, ale nie sądziłam, że ten problem może mnie dotyczyć.

      Jeśli masz takie same objawy, myślę, że warto to sprawdzić. W pierwszej kolejności glukoza i insulina na czczo. Kalkulator HOMA-iR jest w internecie, więc łatwo jest go obliczyć. Daj znać co Ci wyjdzie.

      Usuń
  2. Wspolczuje. Slyszalam, ze IO potrafi dac popalic, szczegolnie wlasnie ze zrzucaniem kilogramow. Trzymam kciuki za spadek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj daje popalić i to bardzo. Człowiek się stara i guzik to daje.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...