Przejdź do głównej zawartości

Wakacje 2020

Dwa miesiące przerwy. Znowu. Jakoś nie mogłam się zebrać, bo albo pracowałam z domu (w same pewnie wiecie jak to wygląda), albo w pracy miałam taki zapierdziel, że głowa mała, albo po prostu mi się nie chciało. Przyznaję się bez bicia :P

Co się u nas zmieniło przez ten czas? Niech no pomyślę...

Przede wszystkim Lulu w maju skończyła 2 latka. Mój mały dzidziuś nie jest już dzidziusiem, tylko szaloną małą dziewczynką z główką pełną pomysłów, nie zawsze mądrych. A to pomaluje ścianę, a to wyleje mleko na podłogę i na nim tańczy, a to wleje całą butelkę szamponu do wanny... Luzik, zawsze coś się znajdzie, żeby urozmaicić matce dzień. Zawzięcie walczy z Juniorem o wszystko, czasem po prostu dla zasady i co ciekawe zazwyczaj wygrywa. Ale nie daj Boże, żeby Junior gdzieś zapłakał nie z jej winy - leci pierwsza, obrońca uciśnionego brata, tuli, całuje i pociesza :)) W końcu udało mi się odstawić ją od cycka. Tak, wiem. Po Juniorze, którego karmiłam 22 miesiące obiecałam sobie, że kolejne dziecko będę karmić rok, maksymalnie 1,5. I co? 25 miesięcy... Masakra. Przez ostatnich kilka miesięcy to było nie tyle karmienie, co bardziej takie ciumlanie przy zasypianiu, niemniej jednak cholernie męczące i upierdliwe, bo Lusia wybudzała się po kilka razy w ciągu nocy i nie mogła bez tego zasnąć. Wszelkie próby przejęcia jej przez ojcowskie ręce kończyły się wrzaskiem na całą okolicę i dla świętego spokoju wracaliśmy do punktu wyjścia. Ja nie spałam po nocach, bo co udało mi się zasnąć, to znowu musiałam wstawać, nawet jak brałam małego ssaka do nas do łóżka, to i tak spałam z otwartym jednym okiem i nawet nie można było tego nazwać snem. Aż w końcu powiedziałam dość. Junior nie mógł się doczekać, kiedy będą mogli razem pójść nocować u dziadków, a do tego wiadomo co trzeba było zrobić. Pewnego pięknego dnia wymęczona nocnym wstawaniem wzięłam Lulu na kolana i zaczęłam jej tłumaczyć, że jest już duża tak jak Junior, że Junior już nie ciągnie, to ona też nie musi, że już wystarczy itp. I tyle. Pokiwała główką, powiedziała ok i więcej cycka nie chciała. A ja przeżyłam szok. Gdybym głupia wiedziała, że tak gładko pójdzie, już dawno bym ją odstawiła. A tak tyle czasu musiałam czekać na taki luksus jaki jest nocy sen. W sumie obie odetchnęłyśmy, bo i ja i Lusia zaczęłyśmy spać duuużo spokojniej i przesypiać całe noce. A takiego luksusu nie miałam od bardzo dawna. Teraz jeszcze tylko musimy nauczyć ją mówić, bo umie, ale nie chce. Nie może się przełamać. Mam nadzieję, że niedługo język się jej rozwiąże.

Tymczasem Junior skończył zerówkę i oficjalnie znalazł się na liście uczniów klasy pierwszej. Nie ma jeszcze podziału na konkretne klasy, ale już jedną nogą może się czuć pierwszoklasistą. Tuż przed urodzinami Lusi stracił dwie dolne jedynki. I tak jak ostatnio przy czwórce, nie było to po dobroci tylko znowu na siłę. Pewnego pięknego dnia powiedział, że coś go kłuje w buzi. Zaglądam, a tam od środka szczęki, za dolną jedynką przebiła się stała jedynka, a mleczak ani drgnie. Telefon do dentysty, wizyta następnego dnia, tym razem z tatą (bo dlaczego zawsze to ja mam być przy takich atrakcjach) i decyzja naszej pani doktor - rwiemy obie, bo druga tez już prześwituje przez dziąsło za mleczakiem. No to wyrwaliśmy. 4 stówki mniej w kieszeni, ale Junior w końcu się doczekał, choć płaczu było co nie miara. Teraz nie wiem czy dobrze zrobiliśmy, bo są różne opinie, jeden lekarz mówi rwać, drugi, że nie, no ale dolne jedynki już sobie swobodnie rosną. Ciekawe jak będzie dalej. Oprócz wychodzących szóstek nic się nie dzieje. Poza tym chłopak cieszy się wakacjami, jeździ na rowerze, na rolkach (z mamusią :P) i chodzi na basen. Zrobił się też z niego straszny nerwus, bo jak tylko coś jest nie po jego myśli, wścieka się i próbuje wymuszać swoje płaczem, ale nie ze mną te numery Bruner. Nic z tego. U dziadków pewnie by to przeszło, choć już też zaczynają się mu stawiać. Ostatnio też jego cierpliwość została nagrodzona, bo w końcu po 3 miesiącach spotkał się ze swoim przyjacielem. Radość oby panów była ogromna, bawili się super i już czekają na kolejne spotkanie. Będą chodzić razem do klasy, więc zawsze to będzie im raźniej.

A co u nas? W sumie wszystko ok. Łatamy opiekę jak się da, trochę ja, trochę Mężu, trochę dziadkowie i jakoś ciągniemy ten wózek. Najgorsze jest to, że przez to całe wariactwo nie będziemy mogli pojechać razem na wakacje, nie bardzo możemy wziąć urlop w tym samym czasie, bo musimy się wymieniać opieką nad dziećmi do końca wakacji. Prawdopodobnie wyskoczymy na 4-5 dni i to wszystko. Na początku sierpnia dzieci jadą na wakacje z dziadkami, to złapiemy trochę oddechu i może uda nam się wyskoczyć na weekend we dwoje gdzieś blisko, w góry. Zobaczymy. Póki co ostatni tydzień pracy przede mną i będę mieć 2 tygodnie wolnego. Ale takiego prawdziwego wolnego, bez wiszącej nade mną pracy, którą trzeba zrobić. Jeee...

Komentarze

  1. O widzisz jak gładko poszło z cycem :D
    Lusia to bardzo mądra i dojrzała dziewczynka, a że potrafi walczyć o swoje to bardzo dobrze. Poradzi sobie w życiu ;)
    To się Junior nastresował. U moich pociech wypadanie mleczaków w miarę gładko idzie. Chyba tak dla równowagi, bo gdy się wyrzynały to była tragedia. Maciusiowi niedługo powinny się trójeczki rozchwiać, a Faustynka juz zgubiła 6 mleczaków. Każdego mocno opłakała, bidulka.
    Współczuje natłoku obowiązków i stresu z nim związanym. Dobrze chociaż że macie takich dziadków co od czasu do czasu wspomogą was opieką nad dziećmi. Trochę zazdroszczę 😜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Lusia się urodziła, badała ją nasza Pani doktor, która akurat pracuje też w szpitalu i mimo, że Lulu była maleńka stwierdziła, że poradzi sobie ze starszym bratem. I radzi sobie.

      Juniorowi zęby wychodziły tak cichutko, że nawet nie wiedzieliśmy kiedy, za to ze stałymi to już nie takie proste.

      No stres jest, ale dziś mogę odetchnąć, bo do połowy sierpnia opieka jest podzielona i nie będzie trzeba kombinować z dnia a dzień z kim zostawić dzieci.

      Usuń
  2. Spoznione Sto Lat dla Lusi! Madra i charakterna z niej panienka! :)
    Biedny Junior z tymi zebami! Synowi znajomego tak samo staly zab zaczal rosnac za mleczakiem i tez skonczylo sie na wyrwaniu. Podobno to, wbrew pozorom, dosc czeste.

    To Junior oficjalnie szkolniakiem? Ale czas zapiernicza. U nas poki co szkoly maja otworzyc we wrzesniu, ale w wielu miejscach w kraju juz zapowiedzieli, ze jednak nie otworza. Mamy jeszcze 1.5 miesiaca, a ja gryze paznokcie ze stresu... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj charakterna i to bardzo ;)
      Też właśnie słyszałam, że to bardzo częsty przypadek, kto by pomyślał.

      Ano szkolniak, mam nadzieję, że od września pójdzie normalnie do szkoły, bo nie wyobrażam sobie dalej zdalnego nauczania, zwłaszcza w pierwszej klasie, gdzie wszystko jest nowe.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...