Przejdź do głównej zawartości

Na tydzień przed Wigilią

Grudzień jak zwykle mija w ekspresowym tempie i za tydzień Wigilia. W ostatni weekend korzystając z noclegowego wypadu dzieciaków pojechaliśmy na zakupy załatwić kwestię prezentów. Kompletnie nie mieliśmy koncepcji co dla kogo i liczyliśmy na to, że natchnie nas już w galerii. No cóż, nie natchnęło. Skończyło się tak, że kupiłam sobie kilka ciuchów, a prezentu nie kupiliśmy ani jednego, Mężu jako mój osobisty stylista wystroił mnie jak jakąś gwiazdę filmową :P tylko nie bardzo wiem, gdzie ja tak wystąpię. Chyba na sylwestra w salonie, ewentualnie w kuchni, tudzież w łazience :P  No ale wracając do prezentów. Skończyło się tak, że z pół godziny ogarnęłam temat na allegro, pozamawiałam cos dla każdego i teraz tylko jeżdżę co chwila do paczkomatu i upycham paczki w najgłębsze czeluści, co by zainteresowani ich nie znaleźli. I po co było ruszać się z domu na jakieś zakupy? Wystarczyło odpalić internety :P 

Temat gotowania na święta nadal leży i kwiczy. Jako że i tak będziemy łazić po chałupach, zrobię tylko coś symbolicznie, bo znając życie nazwozimy pełno wszystkiego i będziemy to jeść do Nowego Roku. Wiem tylko, że na pewno będę robić sałatkę jarzynową, ciastka owsiane z orzechami i żurawiną i ciasto. "Jakieś". Nie wiem nawet jakie, bo moi panowie nie mogą się zdecydować, a chcę zrobić coś takiego co na pewno zjedzą, a nie że ja będę "musiała" zjadać za nich, a później będę zdziwiona, że dupka rośnie :) A w ogóle powiem Wam, że ostatnio w czeluściach instagrama i fb przepadłam w postach o tortach. Zachwycam się i marzę, żeby też tak umieć. Na samym początku naszej przygody z rodzicielstwem urodzinowe torty dla Juniora zamawialiśmy. Wtedy królowały jeszcze te z masą cukrową, której i tak nikt nie jadł i tylko robiła dodatkową wagę tortu. Kiedy zbliżały się czwarte urodziny Juniora nieśmiało zakiełkowała mi myśl, że może spróbuję sama? Zaczęłam grzebać w internetach, szukać i padło wtedy na rainbow cake. Może nie była to całkowita porażka, ale powiedzmy sobie szczerze - nie powalał, choć Junior był zachwycony kolorowymi warstwami w środku. Co dziwne nie zniechęciło mnie to, a wręcz przeciwnie. Połknęłam bakcyla i od tamtej pory ani razu tylko raz zamówiliśmy tort w cukierni, ale to z braku czasu. Przyznaję, że z każdym kolejnym jest coraz lepiej i sprawia mi to niesamowitą frajdę. Zamarzyły mi się teraz takie równiutkie, instagramowe, ale trochę się cykam. Coś na zasadzie i chciałabym, i boję się. Oglądam, czytam, czytam i czytam... Niedługo moje urodziny i tak się zastanawiam czy się nie odważyć i spróbować. A co! :P Może akurat się uda :)

Lusesita miała dziś pierwszą żłobkową Wigilię w swojej karierze. Poszła wystrojona w czerwoną tiulową sukienkę ze złotym brokatem (a co, jak szaleć to szaleć). Jak zobaczyła się w lustrze powiedziała tylko Woooowww... (to ostatnio jej ulubione słowo). Ciekawe jak jej się podobało.

A teraz właśnie przeczytałam, że po świętach wprowadzają narodową kwarantannę do końca ferii. I coraz mniej wierzę w to, że w styczniu dzieci wrócą do szkół. Zajebiście... Idę się pochlastać, miłego popołudnia.

Komentarze

  1. Wiesz ja za żadnym rządem nie jestem, ale widzę co dzieje się w galeriach (choćby u nas). Weszłam i tak samo szybko wyszłam, tłum ludzie bez dystansu... Dla mnie to tym bardziej straszne bo choruję przewlekle, a z rodziny moje partnera dziewczyna w moim wieku 33 lata walczy o życie pod respiratorem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że w galeriach są tłumy to prawda, nie mówię, ze nie. Ale chyba każdy jest już bardzo zmęczony tym tematem i marzy choć o odrobinie normalności. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek, a i tak nie będziesz mieć pewności, że nie zarazisz się w najmniej spodziewany sposób,choćby we własnym domu jak nasi sąsiedzi. Koronawirus prędko nie zniknie, a nie chciał wyobrażam sobie całymi latami żyć tak jak przez ostatni rok.

      Usuń
  2. Wesolego Po Swietach i Do Siego Roku! :D

    Ja dosc niesmialo zaczelam piec torty na urodziny dzieciakow i upiec, to upieke i nawet smaczne sa, ale mam problem z dekoracjami. Zamawiam zawsze jadalne oplatki na wierzch, z tym, czym aktualnie Potwory sie interesuja, ale przyozdobienie bokow to juz czarna magia... ;)

    Ej, moze nie bedzie tak zle z ta szkola? Ponoc najmlodsze klasy maja wrocic do szkol po feriach, wiec Junior akurat sie lapie. ;) Choc rozumiem Twoja rozpacz, bo dzis rano z wielka ulga odwiozlam moje Potwory do placowki po przerwie swiatecznej i modle sie, zeby pozostala otwarta jak najdluzej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też najgorzej z bokami więc albo robię naked cake albo kombinuje. Ostatnio kupilam sobie rant i talerz obrotowy i będę próbować przy najbliższej okazji. Na urodziny się nie udało, bo mężu mi zamówił w cukierni.

      Mam nadzieję, ze po feriach dzieci wrócą do szkoły, bp brzuch mnie boli na samą myśl, ze to zdalne "nauczamie" mogłoby trwać dłużej

      Usuń
  3. Mój mąż też mnie stroi :D
    Fajnie że macie możliwe spędzić czasami trochę czasu tylko dwoje, to bardzo dobrze robi dla związku.
    Ja piekę już jakieś półtora roku, bardzo to polubiłam.
    Może po feriach otworzą szkoły dla nauczania początkowego.
    U nas już dawno po covidzie, więc bez sensu że dalej wszystko pozamykane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pieke od kilku lat, ale dopiero niedawno odwazylam się na tort.

      Nie cierpie zakupów ubraniowych i to dla mnie straszna męka dlatego osobisty stylista, który zawsze wygrzebień coś fajnego to skarb. Ja zawsze w progu sklepu stwierdzam, ze nic nie ma i chce wychodzić albo chodze mierzy wieszakami i uważam, ze we wszystkim będę wyglądać jak ostatni glupek. Nie mam takiej wyobraźni, żeby widzieć jak coś co wisi na wieszaku będzie wyglądać na mnie

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...