Przejdź do głównej zawartości

W nowym roku

 Jakie to cudowne uczucie odstawić OBOJE dzieci do żłobka i do szkoły. Już zapomniałam jak to jest.

Ostatni miesiąc minął mi w ekspresowym tempie. Święta spędziliśmy w sumie jak zwykle, pierwszy i drugi dzień rodzinny, a w drugi pojechaliśmy na narty i sanki. Junior chciał wypróbować pierwszy własny sprzęt, który dostał pod choinkę, a Lusia pojeździła sobie na sankach. W sumie pierwszy raz w życiu tak długo, bo do tej pory albo nie było śniegu, albo nie bardzo jej się to podobało. No i to był przedostatni dzień przed zamknięciem wszystkiego, więc tym bardziej trzeba było skorzystać i poczuć jako taki powiew normalności. Brakuje nam tego bardzo. Sylwestra spędziliśmy w czwórkę. Dzieci w piżamach, a my wyjątkowo ubraliśmy się imprezowo, żeby pierwszy raz od lat poczuć sylwestrowy klimat. Junior po raz pierwszy dotrwał do północy (Lusia i Mężu padli o 22:30, Mężu na szczęście tylko na chwilę). O północy wyszliśmy na zewnątrz podziwiać fajerwerki, Junior miał niesamowitą radochę. Później sąsiedzi przyszli w piżamach z szampanem, posiedzieliśmy chyba do 1:30 i wszyscy rozeszliśmy się do spania. Takie z nas zwierzaki imprezowe. No i zaczął się nowy rok. Póki co jest ok, zwłaszcza jeśli chodzi o szkołę (ciekawe na jak długo). Ale jakoś ten początek roku nie nastraja mnie zbyt wielkim optymizmem. Mam nadzieję, że pozytywnie mnie zaskoczy, choć patrząc na rzeczywistość w której żyjemy od roku ciężko nastawiać się pozytywnie. No nic, czas pokaże co nas czeka. 

W każdym razie życzę Wam i sobie wszystkiego co najlepsze w tym roku. Oby w końcu było NORMALNIE.

Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No wlasnie, na jakims blogu autorka zyczyla "Wszystkiego Normalnego w Nowym Roku". Bardzo pasuje do obecnej sytuacji...

    Ciesze sie, ze Junior wrocil do szkoly! Dzieciaki w tym wieku bardzo potrzebuja towarzystwa rowiesnikow. Nie mowiac juz, ze codzienne wyjscie do placowek daje choc troche poczucia normalnosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze rok temu ta normalność to było coś oczywistego, a teraz okazuje się, ze to jednak luksus...

      Usuń
  3. Sylwester spędzony uroczo :D
    Oby normalność wróciła.
    My łapiemy ostatni śnieg. W weekend zapowiadają odwilż. Zima była w tym roku wspaniała, ale zaczyna mi być tęskno do wiosny, szczególnie mając przed oczami paciarygi błotno-śnieżnej w przyszłym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...