Przejdź do głównej zawartości

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść...

 Te słowa chodzą za mną już od dłuższego czasu. Bardzo długo biłam się z myślami, bo jednak trochę mi szkoda, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że najwyższa pora na mnie i czas zakończyć przygodę z blogowaniem. Jestem pewna, ze ręka mi zadrży zanim wcisnę przycisk "opublikuj", ale taka jest kolej rzeczy. Nie idzie mi to pisanie. Straciłam cały zapał, który miałam kiedyś. Czasy się zmieniły, zmieniłam się ja. Pochłania mnie rzeczywistość, a wolny czas przeznaczam na inne sprawy. Na swoim blogu jestem prawie codziennie, chętnie wracam do postów sprzed lat, regularnie zaglądam do Was, jestem ze wszystkim na bieżąco, mimo że rzadko komentuję, ale jestem. Tylko pisać już nie potrafię. I po ludzku już nie chcę. 


Jestem przeogromnie wdzięczna losowi za to, że w ogóle zaczęłam pisać. Dzięki temu poznałam wiele wspaniałych osób, co jest naprawdę bezcenne, a dzięki setkom wpisów będę pamiętać o wydarzeniach, które już dawno mięły i o tym, kim kiedyś byłam. Dziękuję Wam, że mnie odwiedzałyście, za każde Wasze słowo. Nie jestem dobra w pożegnaniach, dlatego tutaj postawię kropkę. Ostatnią na tej stronie.


.

Komentarze

  1. Szkoda... Przykro, ale wlasciwie to oczekiwalam tego po takiej dlugiej przerwie i juz wczesniejszym, nieregularnym pisaniu. Nie ma co sie zmuszac jesli sie wypalilas.

    Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż ta myśl chodziła mi po głowie od bardzo długiego czasu, tylko trudno było mi podjąć decyzję. Od dłuższego czasu mam jakąś taką wewnętrzną blokadę, przez którą nie potrafię pisać, choć naprawdę bardzo bym chciała. Być może kiedyś wrócę, może tutaj, może w innym miejscu, kto wie :) Ale u Was będę zawsze, tak łatwo nie zniknę
      Wam z oczu ;)

      Usuń
  2. przykro mi , ale to twój wybór, może kiedyś wrócisz do blogowania, ja też mam zastój ale 12 lat pisania to trochę mi szkoda... powodzenia i nie żegnam się, mówieędo widzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi szkoda, nawet bardzo, zwłaszcza po tylu latach. Chciałabym, ale chyba już nie potrafię. Ale masz rację, życie jest przewrotne i nie wiadomo co będzie dalej :) więc być może do zobaczenia :) Tutaj lub w innym miejscu :)

      Usuń
  3. Szkoda. Może jeszcze kiedyś wrócisz. Pozdrawiam serdecznie. Gosia

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że już nie piszesz :(
    Może jeszcze wrócisz?
    Jestem bardzo ciekawa jak z Twoją insulinoopornością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wrócę? Czas pokaże. Na razie jednak nic na to nie wskazuje.
      Moja insulinooporność bez zmian. W tym tygodniu robiłam wyniki, niby insulina minimalnie spadła, ale nadal jest za wysoka. Walczymy dalej

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...